Członek zespołu nadzorującego (dla niewtajemniczonych: nauczyciel pilnujący uczniów na egzaminie maturalnym) jest jak członek komisji gier liczbowych nadzorującej losowanie w totolotku. Siedzi, patrzy i nic nie robi.

Patrzy jak siedzieć by nie zasnąć. Jak siedzieć bez ruchu by kręgosłup nie wysiadł. Siedzi i patrzy jak wół, sroka czy inny zwierz. Siedzi przez 120, 150 czy 170 minut. Jak ma pecha to trafi na ucznia z jakąś „dys", która może wydłużyć czas patrzenia o 50%. Jak ma pecha jeszcze większego to egzaminowany wykorzysta cały przysługujący mu limit. 255 minut to już odsiadka jak się patrzy.

I tylko przewodniczący szacownej komisji może poszaleć. Przed rozpoczęciem egzaminu przypomina procedury, ogłasza godzinę zakończania męczarni. Potem siada i patrzy. Patrzy czy wszyscy siedzą zgodnie z procedurami.

 

P.S. Lotto, to przynajmniej szybka piłka, a nie takie lecenie sobie w kulki z czasem.

 Jacek Durski: Maturalna odsiadka