Zasiadłem do komputera ponieważ naszła mnie myśl. To, iż producenci kampanii reklamowych mają przeciętną Polkę poniżej wszelkich przeciętnych to już trudno, ale mam coś jeszcze. Taki rodzynek.

Pewna firma M. próbuje wmówić nam, że ich miętowe cukierki są idealne na każdą sytuację. Scenka z reklamy. Idzie sobie damusia. Odmalowana, tak do pracy, może na randkę (a może gdzieś indziej – kogo to obchodzi gdzie?) radosna, wesolutka. Aż tu nagle... (nie, nie wilk - to nie ta bajka) Trrrach - odłamuje jej się obcas. I co? Co robi przeciętna Polka, ba Europejka a może kobieta światowa. Załamuje się? Czerwieni, złości, klnie czy szlocha? Nie! Ona wyciąga cukierki M. Bierze jedną pastylkę i fru odłamuje drugi obcas. To nie wszystko! Szczerzy zębiska do wszystkich przechodniów (no i kamery oczywiście) i radosna idzie dalej w obranym przez siebie (czytaj reżysera) kierunku. Nie do domu, nie do szewca ani też nie idzie do obuwniczego (ups! przepraszam do butiku). Czy to jest normalne? Ależ oczywiście! Pod warunkiem, że w owych pastylkach są jakieś prochy i „coś” jeszcze.

 

Skąd te moje męczące (mnie na pewno!) myśli? Ano próbowałem dzisiaj odłamać obcas damskiego pantofelka (Nie mieścił się w piecu - to tak gdyby ktoś się dziwił skąd moje zakusy na ów obcas.) (Dziwne, że nie mieścił się w piecu, czy że w ogóle do pieca? A co nie paliliście nigdy butów?) i co poczekałem aż mi przejdzie.


A! To wspomniane „coś” musi dawać niezłego kopa. Jak to mówią fachowcy od... (siedmiu boleści?)  POWER!