Menu część pierwsza.
Źle się dzieje w państwie Duńskim...
A w rodzinnym mieście jeszcze gorzej. Miasto wojewódzkie! Prostujemy kręgosłup. Czoło do góry. A co! Wielkie, ogromne! Mieszkańców jeszcze więcej, i jeszcze więcej... i wszyscy o godzinie dwunastej (w nocy) śpią jak susły. Śpią wszyscy co do joty, bez wyjątku. Ja wiem, że jutro do pracy, do fabryk, do hali... Naprawdę nie można raz na jakiś czas wieczorem pójść do knajpy? Sądząc po podaży nie. Lepiej pohodować sadełko przed telewizorem i...  nyny. Spotkać się ze znajomymi? Eeee (z obrzydzeniem). Lepsza rodzina Bundy’ch.
A może nie jest tak?
Wiem, wiem (konfidencjonalnym tonem) to jest spisek (do tonu dodać należy jeszcze szept). To jest spisek wszystkich tych prywaciarzy co se knajpy otworzyli. Zmówili się: pracujemy do dziesiątej. No może jak kto chce do dziesiątej trzydzieści. Po co się przemęczać po nocach. Albo co gorsza dorabiać się jeden przed drugim. Po co tym maluczkim rozrywka. Niech gniją w domu.
Też nie tak?
Póki co - czoło - zalecam opukać, wystudzić. Pomyśleć nad sobą. Bo jak nie to pojutrze do czubków.

Na marginesie McDonald otwarty jest do pierwszej, ale przypominam „Elitom” – na całym świecie to zwykła jadłodajnia na szybko, a nie celebracja wołowiny z bułką podczas „intelektualnej” dysputy.



Menu część druga (może side two).
Dostałem płytę Powerslave. Prezent urodzinowy, trafiony, a jakże... sam se wybrałem. (Zresztą temat prezentów to temat rzeka. Profilaktycznie zaciskam zęby i dalej.) – Iron Maiden. CD. Pudełeczko, wkładka (książeczka jak kto woli) oraz płytka. Małe srebrne kółeczko a na niej ścieżka dźwiękowa. Taki cud techniki. Ale to nie wszystko. Do ośmiu nagrań dołączono (żeby nie przytaczać naklejki) kilka bajerów. Multimedialnych - oczywiście. Posłuchałem, posłuchałem. Pooglądałem co do zobaczenia i tu następuje refleksja. Posiadam wyżej wymienioną płytę w wersji winylowej. Kilkadziesiąt minut dobrej muzyki. Na CD tyleż samo ale... ta prezentacja multimedialna. Kto ciekaw nich kupi, pożyczy. Warto. Zmienia się sposób przekazu muzyki, filmu, książki. Powoli, to dopiero początki. Nie popadaj w skrajności. Na pewno nie będziesz targać piętnastocalowego kineskopu do łóżka aby poczytać wiersze. Ale notatki o autorze połączone ze zdjęciami, filmami, wywiadami... Zamknij usta bo głupio wyglądasz. Mając obecnie takie sposoby kompresji danych (a będą jeszcze lepsze) i taką moc obliczeniową (a ta na pewno będzie wiele razy lepsza) pozwalające dekompresować materiał „w locie” już teraz dają duże możliwości - tylko chcieć. Pomyśl o lepszych nośnikach danych, wysłużona płytka CD odchodzi do lamusa. Nie krzycz. No i co z tego, że rok temu kupiłeś nową, najlepszą, niedoścignioną w możliwościach, ba wyprzedzającą czasy wieżę. I co z tego? Przyjdzie DVD lub coś podobnego i zostanie ci wieża. A mnie wiara, że to i tak jeszcze nie wszystko.

O! Wykrakałem. Prorok czy cuś? Widzieliście co Biluś G. przykleił do swojej książki? Bez komentarza.