W telewizji, radiu, prasie, na ulicy i ambonie - wszędzie trąbią: Koniec tysiąclecia! Ostatni rok! Na szczęście nie straszą, jak to było ostatnio. Szykuje się wielka biba przez bardzo duże „be”. Za rok... niecały. The final cunduwn!

Moim zdaniem rok później będzie jeszcze jedna, może nawet większa. Jeśli nie, to trudno. Ale jeśli tak, to wtedy tym co tak teraz wrzeszczą będzie łyso. Dlaczego? Ano przypominam, że dzisiaj mamy rok pański 1999, za rok będzie 2000.  Po drugie jeżeli coś ma minąć, musi się skończyć. Mówimy, że pociąg nas minął jeżeli obok przejechał (minął nas) ostatni wagon. Jeżeli wagonów jest dziesięć, to gdy minie nas dziesiąty, gdy jest pięćdziesiąt - pięćdziesiąty, a gdyby było dwa tysiące - dwutysięczny (założenie hipotetyczne - nie ma takiej lokomotywy, która by to uciągnęła - ale z drugiej strony może być więcej lokomotyw. Jak ja lubię takie dygresje na marginesie marginesu.). Co za tym idzie drugie tysiąclecie zakończy się za niespełna dwa lata, a nie rok. I w ten oto sposób, pierwsza biba szybko zmieni nazwę na „Powitanie roku jubileuszowego” a druga doczeka się własnego, zasłużonego miana „Koniec drugiego tysiąclecia”.