Znany (komu znany temu znany) pisarz wspomina, jako jedną z najgorszych rzeczy swojego dzieciństwa, to że rodzice każą czytać „chudego” (vel. Dantego). Bo inni przeczytali, bo tak lepiej. I dzisiaj tę lekturę matce wytyka, wytyka jak może i jeszcze raz wytyka. Ile wlezie. Po czym jeszcze raz wytyka. Tak i mój rodziciel wymyślał sobie, że jak na ferie zimowe z rodzinką do Zakopanego to tylko z „Panem Tadeuszem” (i zrobić do sprawdzenia notatki). A jak wakacje letnie to „Chłopi”, bo rzekomo ładne, a ja taki zacofany. Co z tego, że w szkole lekturą będzie za trzy lata. Teraz mam wakacje, trzeba je wykorzystać.

Cóż wypadki chodzą po ludziach. Szkoda, że z matki na syna.