Zadzwoniła znajoma aby pożyczyć książkę ojca. Tę najnowszą - „Rok”. Tak dowiedziałem się o kolejnej publikacji... takiej po cichu... aby rodzina nie wiedziała... Ciekawe dlaczego? Ja już się nie dziwię. Już wcześniejsze odcinki pokrzywionego dziennika dały mi pogląd jak powstają, jak są publikowane, promowane, interpretowane...  Na to co było, jest i będzie.

Krążąc po Katowicach - ciekawość wzięła górę - wstąpiłem do księgarni. Ciekawość czy ostatnie rozmowy dały jakiś efekt. Nie dały! Pokręcony subiektywizm do bólu. Można się tylko zastanawiać co bardziej boli, pokręcenie czy upór.

Przepraszam wszystkich, którzy zostali wymienieni z nazwiska, przezwiska, przekręcenia… Na przyszłość polecam izolację. Bo to, że dziś jest dobrze, nie znaczy że jutro słonko także będzie świeciło. A jak nie będzie powodu, to się coś wymyśli…

Czepiam się? Hmmm… Dla przykładu na szachy do klubu chodziłem by nie pałętać się po mieście, by nie siedzieć w pałacu na angielskim. Taaak… angielski jest ważny, ale synalka zapisali dla zaawansowanych, bo miał trzy lekcje w przedszkolu to sobie poradzi. I kto tu komu chciał dokopać? Gratuluję pomysłowości… i pamięci.

Już czekam na „Krzywe lustra” - odcinek 2003. Będzie się działo.